Publikacje

Jestem smutkiem, nie. Doświadczam smutku, docieram do odczuć, które go wywołały. Smutek, pojawił się. Czułam, że się pojawi, choć bez zapowiedzi i bez zaproszenia. Bez wysiłku czułam jak moje serce bije miarowo, mocniej niż zwykle. Czułam jak całe ciało tkwi w zawieszeniu, gdzieś pomiędzy omdleniem, a działaniem. Powieki jakby chciały opaść. Nie, nie opadły. Smutek przeniknął mnie całą krocząc powoli, nieśpiesznie. Pojedyncze łzy napływały bujając się przez chwilę na oku, czekając aż zbierze się grupa by ruszyć wspólnie w nieznane, po policzku.

Smutek towarzyszył mi, był i odszedł, poszedł dalej… Wiem, że wróci jeszcze kilka razy, za każdym razem zabierając ze sobą to co słabe, to co jest mi zbędne, by ruszyć dalej. Odchodzą po kolei, w porządku ustalonym. Nie będę go pośpieszać, nie zahamuję, trwam dalej w tym stanie. Smutek nie jest mną, przychodzi czasami.

Czas pożegnań, czas rozstań, choćby z myślami, które stały się przebrzmiałe, z fałszywymi przekonaniami na temat jutra, z nadzieją bez podstawy, jest wypełniony smutkiem. To co jest prawdziwe, co stanowi o wewnętrznej sile, co wypycha na świat pomysły i pozwala dominować uczuciu spokoju, pozostanie. Tak właśnie dba o siebie jutro dzisiaj. Wszystko w ustalonym porządku, od dawna.