Publikacje

Dzisiaj już nikt nie pamięta kiedy pojawił się internet. Czasami można odnieść wrażenie, że świat dopiero wtedy się narodził. Możliwości, które otworzyły się przed każdym użytkownikiem spowodowały lawinę konsekwencji. Śmiało można powiedzieć, że większość osób przeniosło część swojego życia na stałe, zarówno tego prywatnego jak i zawodowego, do sieci. W jaki sposób te wszystkie wydarzenia wpłynęły na możliwości budowania marki osobistej i czy oby na pewno nie jest to już dzisiaj jedynie kreacja pożądanej wersji samego siebie, coraz bardziej oddalająca się od tego kim jest się naprawdę?

Bardzo szybkie tempo życia, mnogość bodźców oddziaływujących na nas każdego dnia powoduje, że w naturalny sposób zaczynamy poszukiwać równie błyskawicznych rozwiązań. Pierwszym i najważniejszym skutkiem obecnej sytuacji staje się więc, narastająca ignorancja i brak weryfikowania wiarygodności źródeł oferujących fantastyczne rozwiązania na wszystkie bolączki aktualnego świata. Niestety, ale rosnący brak wrażliwości na to co sprzedają media i coraz silniej wzmagająca potrzeba poprawiania wszystkiego „na wczoraj” powoduje, że powoli tracimy własną tożsamość. Przestajemy zastanawiać się nad tym co jest dla mnie najważniejsze, zastępując to szybkim: co mogę zrobić, aby otoczenie zauważyło jak niesamowitą jednostką jestem? Coraz głębiej wtapiamy się w tłum pędząc w totalnym ogłupieniu za czymś, co jest jedynie tworem marketingu. Zaczynamy żyć iluzją, na własne życzenie.
Osobiście, Personal branding w ogóle mnie nie przekonuje. Jeśli coś ze swojej definicji opiera się głównie na działaniach marketingowych, to w moim skromnym poczuciu zaczyna się równia pochyła w dół. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich obszarów. Marketing pojawił się w odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się otoczenie, rosnącą konkurencję i wciąż spełnia swoją rolę, bo w końcu to rynek decyduje, co się sprzedaje. Pytanie zasadnicze: jaka jest skuteczność takich działań w kontekście marki osobistej, o jakiego klienta walczę, i czy na pewno decyduję się walczyć..?

Umówmy się, budowanie marki osobistej nie jest zbieżne z tworzeniem koncepcji sprzedażowej dla produktu dedykowanego sieci dyskontów. Niby oczywiste, a jak się zerknie w internet to już nie tak bardzo. Zastanawiam się czasami, na ile świadomie decydujemy o sposobie budowanie własnego wizerunku w sieci, a na ile idziemy „na ilość” licząc, że jak pojawimy się wszędzie to ktoś w końcu nas kupi, dostrzeże. Licząc, jak milion innych osób, na jakąś nieistniejącą moc. Co akurat jest dość zabawne, czyli nienajlepszy, mało optymistyczny wniosek… Wystarczy rozejrzeć się bardziej uważnie i dostrzec prezesów korporacji, dyrektorów firm, którzy z całych sił starają się identyfikować z wartościami publikowanymi jako wiodące w danej organizacji. W myśl zasady, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, również w tym przypadku możemy dopatrywać się swoistej autentyczności. Oczywiście, do momentu kiedy osoba ta jest nierozerwalną częścią marki, angażuje się w jej działania i pobiera satysfakcjonujące, za poniesione „trudy”, wynagrodzenie. Dużo większy problem pojawia się wraz z zakończeniem etapu współpracy, w momencie kiedy nierozerwalna więź z organizacją przestaje istnieć, bo dopiero wtedy okazuje się, że z łatwością zaabsorbowany system wartości nie jest integralną częścią mojego Ja. Można czuć się oszukanym?

Oczywiście, tylko przez kogo? Przez samego siebie, niestety. Oszukujemy się za każdym razem, kiedy w pogoni za medialnym rozgłosem, potrzebą akceptacji nic dla nas nieznaczącego otoczenia, akceptacją rozwiązań gwarantujących stabilność finansową (wynagrodzenia) wybieramy najkrótszą drogę, rezygnując z siebie i opierając budowanie własnego wizerunku o czyjeś wartości, czyjeś opinie, stosując kolejne metody, albo jeszcze lepiej: karmiąc się spotkaniami z mówcami motywacyjnymi, którzy przez moment dają poczucie satysfakcji i realizowania pełnego potencjału. Wszystko to jest oszustwo.

Proponuję więc zacząć od podstaw i ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest marka osobista? Źle.. Nie ma czegoś takiego. Marka osobista to Ty, to ja, to jacy jesteśmy i jak zachowujemy się na co dzień. To jest to, za co cenią Ciebie najbliżsi, szef i znajomi. Co mówią o Tobie współpracownicy jak wychodzisz na lunch i jakie emocje pojawiają się u pierwszego pracodawcy, który miał okazję Ciebie zatrudniać. Na marginesie, jeśli wciąż pamięta kim jesteś to już jest nieźle, pytanie decydujące: co zapamiętał?

Niestety, to co dzieję się dzisiaj w obszarze budowania własnego wizerunku, często kojarzy mi się z dość popularnym hasłem: nieważne co mówią, byleby mówili głośno. I jest to dość smutna refleksja, bo wychodzi na to, że tak naprawdę nie bardzo potrafimy odpowiedź sobie na najprostsze pytanie: kim jestem? Obietnicę czego wnosisz do wspólnego przedsięwzięcia? Tak, zdecydowanie zbyt rzadko zadajemy sobie podstawowe pytania. Niestety, jeszcze rzadziej decydujemy się konsekwentnie bronić odpowiedzi, które ukrywamy często przed całym światem w niepewności, czy to jest wystarczająco ważne, dobre. Co stanowi o tym kim jesteś i jaki masz cel w życiu, co i z kim chcesz realizować? Pytanie o misję nie dotyczy jedynie organizacji, gdzie niestety zbyt często misja stanowi jedynie część propagandy, dotyczy każdego z nas. Jaki masz pomysł na siebie, co chcesz osiągnąć i jakimi ludźmi chcesz się otaczać? Od zadania sobie tych najprostszych i zarazem najtrudniejszych pytań, a następnie udzielenia szczerej odpowiedzi, wchodząc głęboko we własne pragnienia, wartości i zasoby , należy rozpocząć pracę nad konsekwentnym budowaniem własnej marki.

Poukładajmy zatem to wszystko. Marka osobista dzisiaj to, to kim jesteś na co dzień, jacy ludzie Cię otaczają i jakie działania, inicjatywy podejmujesz. Czasy kiedy najistotniejsze było tworzenie atrakcyjnych treści o sobie samym, budowanie otoczki marketingowej dającej wrażenie profesjonalizmu, już dawno minęły. Informacje płyną nie tylko w sieci, tam gdzie są widoczne, ale przede wszystkim poza nią. Powierzchowne działania w internecie (o ile nie są prawdziwe) dają złudne poczucie satysfakcji, są nic nieznaczące. Są jak zażywanie suplementów, w nadziei że zastąpią zdrową dietę i aktywność fizyczną, raczej bez trwałych efektów… Autentyczność i spójność nie są cechami, które dostaniesz w pakiecie od agencji pracującej nad Twoją stroną www. Jesteś człowiekiem, który konsekwentnie realizuje swoje wartości, wiesz za co cenisz innych i za co oni Ciebie cenią, jeśli masz odwagę wyłączyć się z biegu nie wiadomo ku czemu, byleby w towarzystwie popularnych osób, to dopiero wtedy znajdujesz się na właściwych torach.

To co masowe nie jest już atrakcyjne, bądź sobą i bądź wobec tego uczciwy szanując siebie za własne cele i umiejętności. Kompromisy na rzecz pozyskania akceptacji szerszego grona mogą dać chwilowe poczucie zadowolenia, nie zaprowadzą Cię jednak do celu. Do celu, który stanowi realizacja Twojej życiowej misji. I tutaj zaczyna się kolejne wyzwanie, jak wytrwać w działaniach które pokazuje mnie takim jakim jestem naprawdę? Jak w czasach, kiedy opinie i oceny wyrażane są tak swobodnie, nie zwątpić w siebie i wytrwale kroczyć pod prąd? Ale to już zupełnie inny temat, który z pewnością jest ważny dla konsekwentnego i autentycznego pielęgnowania własnej marki, dbałości o to aby ewoluowała na przestrzeni lat w kierunku coraz większej spójności z własnym Ja.

Marketing w praktyce 1/2020 https://marketing.org.pl/